Każdy chyba czasami zmaga się z
codziennością i każdy czasem potrzebuje wentyla bezpieczeństwa. Ostanie dwa
miesiące mojego życia były wojną nerwów w pracy i kolejnym wzniesieniem na
niekończącej się sinusoidzie walki o zdrowie.
Ale wreszcie jestem na chwilowej
prostej. Zdaję sobie sprawę z przejściowości tej sytuacji – wszakże życie nie
lubi pustki i stagnacji. Ale zanim koło fortuny ponownie się obróci, a ja
znajdę się na jego dnie, chcę się nacieszyć tym szczytem i widokiem, jaki się z
niego rozpościera.
Zapiski, które się tu pojawią nie
będę przypadkowe. Jestem Ocaleńcem, osobą, która być może bardziej niż inni
docenia drobne przyjemności życia. Zachwycam się słonecznym dniem, delikatnym
wiatrem, dotykiem wody na skórze, lodami śmietankowymi z rodzynkami, smakiem
hipnotyzująco różowego kompotu z rabarbaru. Zachwycam się bogactwem świata, w
którym przyszło mi żyć. Tym, że mogę wertować stary zeszyt z przepisami mojej
babci, a jednocześnie planować ugotowanie młodej kapusty w mleku kokosowym na
obiad.
Chciałabym, żeby to miejsce było
nie tylko zbiorem moich przepisów, ale także przemyśleń. Mam nadzieję, że ktoś
mnie tu odwiedzi… Bo w końcu nasze myśli kształtują przestrzeń tylko wtedy, gdy
nie natrafiają na pustkę.
Kokosowy ryż
- 80g ryżu białego długoziarnistego (zwykłego)
- 1 szklaka wody
- 6 łyżek mleka kokosowego
- 2 łyżeczki cukru waniliowego
do podania 1 brzeskwinia, 1 łyżeczka miodu
Ryż zalać wodą i gotować pod przykryciem na malutkim ogniu, aż będzie al'dente. Wtedy dolać mleko kokosowe (jeśli ryż nie wchłonął całej wody, należy go najpierw odcedzić) i cukier i dalej podgrzewać mieszając, aż nabierze kremowej konsystencji. Zjeść w towarzystwie świeżych owoców i miodu (jeśli komuś mało słodkie).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz